RSS
niedziela, 11 kwietnia 2010
1

I just can't get it. It seems to be so long time ago... when all this has started. Now I can't stop this. I turn myself away from it, but it keeps comin' back to me. It's chasing me in my dreams. This beast inside me. You can't see it. I hide it. It's consuming me, piece after piece. It swallows my tears... and I can't cry anymore. So weak, so numb... I know you don't see it this way. You think I'm strong. I just never let myself to break in front of your eyes. So you don't know anything. You don't know I'm wasting away. Well then, shhh... Keep it secret.

22:07, candle-light
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 09 listopada 2008
Powroty

Duszę się. Sufit osuwa się nieubłagalnie chcąc mnie zgnieść na proch. Okien już nie ma. Ciemność dookoła mnie. A ja tak boję się ciemności. Strach każe mi uciekać, bo na walkę nie mam szans. Nie można przecież walczyć z własnymi urojeniami. Ty siedzisz spokojnie, czytasz gazetę i nie widzisz jak pokój kurczy się z każdą sekundą, bo on się kurczy dla mnie. To mnie chce zadusić. Muszę wyjść. Uciec jak najdalej stąd. „Wychodzę”- rzucam przez ramię. I wybiegam z domu. Ale ty tu zostań, proszę. Muszę wiedzieć, że mam do kogo wrócić. Ja zawsze wracam, przecież wiesz. Znasz te chwile, gdy szaleństwo pożera wszystkie moje zmysły, gdy staje się kimś obcym nawet dla siebie, gdy twoje rozsądne słowa trafiają w próżnię. Z bladym uśmiechem i zamglonymi oczyma patrzę na ciebie tępo i próbuję coś odpowiedzieć, ale wszystkie słowa zlewają się w szum i znowu to czuję.

Czuję, że muszę biec, po prostu biec przed siebie. Czuć wiatr we włosach, słuchać bicia serca, które usiłuje za mną nadążyć. Gnać dopóki wszystko co widzę zleje się w czerń, a omdlałe mięśnia odmówią dalszego wysiłku. Wtedy zatrzymuję się i osuwam na kolana. Ból odbiera mi oddech, znieczulona nim opadam na dno swojej świadomości. Światło. Powoli otwieram oczy. Źrenice zwężają się w dwa czarne, nieruchome punkty. Ciepło wydychanego powietrza… a więc oddycham. Ruszam palcami. Słyszę swoje tętno, już spokojnie płynie we mnie krew. Żyję. Ogarnia mnie szalony  śmiech. Krzyczę do nieba i garściami zagarniam ziemię. Mój krzyk budzi we mnie uśpioną euforię. Cudownie wolna. Dziecko powietrza. Złote liście opadają mi na twarz. Wiatr głaszcze me ramiona, otula mnie i pieści. Słyszę szepty… nie, to twój szept. Ciche, cichutkie: „wróć do mnie”.

Podnoszę się i idę z powrotem. Powoli stawiam każdy krok w stronę domu, gdzie czekasz na mnie. Czuję spokój. Demony odeszły. Wiem , że jeszcze nie raz powrócą. Jeszcze wiele razy wybiegnę bez słowa, zatrzaskując za sobą drzwi. Jeszcze często będziesz czekać na mnie. Ale przecież to jest właśnie nasza miłość. Moje powroty do twojego ciepła. To jak stoisz w progu, kiedy jestem już parę kroków od ciebie. To jak przytulasz moje zmęczone, mokre od potu i brudne od ziemi ciało. I w końcu to jak patrzysz w moje oczy. I wiem , że rozumiesz. Nie ma „przepraszam” ode mnie, nie ma też „witaj” od ciebie. Wszystko jest dopowiedziane naszymi spojrzeniami. Nie musimy mówić nic. Słowa „kocham cię” i tak są tylko słowami. Wystarczy mi świat twoich ramion, a tobie, że kolejny raz jestem przy tobie. Przecież wiesz, że zawsze wracam.

21:14, candle-light
Link Dodaj komentarz »